Europejska Partia Ludowa

Praca w Parlamencie Europejskim

WPROST o nowych polskich posłach do Parlamentu Europejskiego
czwartek, 26 listopada 2009 18:00   
AddThis Social Bookmark Button

Wprost: Są jednak tacy, którzy od początku Brukselę potraktowali poważnie. Do nich należy Sławomir Nitras (PO)

„Dumni i głośni" - tak w 2004 r. „European Voice" opisał pierwszą polską delegację do Parlamentu Europejskiego. Wówczas do Brukseli jeździli m.in. Andrzej Lepper i jego koledzy. Dziś reprezentują nas najgłośniejsze nazwiska polskiej polityki, ale o ich działalności wyjątkowo cicho. Wygląda na to, że polscy eurodeputowani przeszli do konspiracji.

Wysłani na obcy grunt polscy eurodeputowani trzymają się razem. Jako jedyni stworzyli w PE narodowy klub, którego celem nie jest walka polityczna, lecz wzajemna pomoc. Bardziej doświadczeni deputowani, jak Jacek Saryusz-Wolski, Marek Siwiec czy Bogusław Liberadzki, starają się wspierać nowicjuszy. Wszystko jednak zgodnie z kluczem partyjnym, choćby dlatego, że biura poszczególnych frakcji PE są rozsiane na różnych piętrach ogromnego budynku. Zatem Wojciechowi Olejniczakowi bliżej iść po radę do Siwca czy Liberadzkiego niż do Saryusza-Wolskiego, z którego pomocy, korzystają za to Jarosław Wałęsa czy Sławomir Nitras.

Wciąż też zdarzają się sytuacje, gdy przedstawiciele PiS (którzy trzymają się raczej we własnym gronie) ścierają się z politykami PO. - Starałem się ich przestrzec, zwłaszcza Jacka Kurskiego czy Sławka Nitrasa, że tu jest inaczej niż w Sejmie - mówi Ryszard Czarnecki (PiS). - To, co jest naturalne przy Wiejskiej, tu jest przyjmowane z niesmakiem. I muszę przyznać, że dostrzegam zdecydowany progres - dodaje Czarnecki. Mimo dobrych rad doświadczonych kolegów w Brukseli - jak mówi Nitras - „trzeba sobie radzić samemu, bo to nie przedszkole". PE to szkoła życia i swego rodzaju papierek lakmusowy pokazujący prawdziwe zdolności polityka. Dziś już widać, jak niegdysiejsze gwiazdy polskiej sceny politycznej radzą sobie z nowymi obowiązkami. (...)

Według danych z www.votewatch.eu (strony monitorującej aktywność europosłów) obecność Zbigniewa Ziobry na posiedzeniach PE sięga 59 proc. Okazał się on najrzadziej obecnym w PE polskim deputowanym i jednym z najrzadziej widywanych spośród wszystkich 736 członków europarlamentu. Jego kolega z PiS Paweł Kowal ma 76 proc. obecności, Marek Migalski 83 proc, Michał Kamiński 92 proc, Jarosław Wałęsa (PO) 96 proc, a Sławomir Nitras (PO) czy Krzysztof Lisek (PO) nawet 100 proc. (...)

Słabo w statystykach wypada jednak także sam Kurski: jego obecność w PE oceniana jest na niespełna 62 proc. Wytypowany do bardzo ważnej dla Polski delegacji ds. stosunków UE - Rosja, nie uczestniczył jeszcze w żadnym jej posiedzeniu. Gdy posłowie Nitras i Migalski robili, co w ich mocy, by zablokować kandydaturę Niemca Knuta Fleckensteina (od dawna związanego z branżą gazową) na stanowisko przewodniczącego delegacji, jego po prostu nie było. (...)

Są jednak tacy, którzy od początku Brukselę potraktowali poważnie. Do nich należy Sławomir Nitras (PO) w Polsce znany raczej ze słownych przepychanek i mandatu od niemieckiej policji za przekroczenie prędkości. Nitras jako jedyny Polak zasiada w jednej z najważniejszych komisji - gospodarczej i monetarnej, w której dyskutuje się m.in. o niwelowaniu skutków kryzysu i unijnym nadzorze finansowym. - Pojawia się zawsze świetnie przygotowany, dokładnie referuje sprawy, którymi się zajmuje - mówi pracownica administracji PE. Sam Nitras wspomina sytuację, gdy poseł koordynator komisji, Francuz, prowadził spotkanie po francusku. - W komisji byli deputowani, którzy nie znają francuskiego. Próbując wymusić tłumaczenie, ja z kolei zacząłem mówić do Francuzów po polsku. Cel osiągnąłem: spotkania są już tłumaczone - opowiada Nitras. Ale to tylko drobne sukcesy. Jak przyznaje Nitras, frustruje go to, że w Brukseli musi od nowa budować swoją pozycję. - Nowi nadal są tylko nowymi i wciąż się zdarza, że bezskutecznie walczę o głos - dodaje Nitras. (...)

Źródło: Wprost / Marlena Mistrzak