Europejska Partia Ludowa

Praca w Parlamencie Europejskim

Posła Nitrasa pierwsze dni w europarlamencie
czwartek, 16 lipca 2009 12:33   
AddThis Social Bookmark Button

Udało mi się dostać do prestiżowej komisji ECON. Ta komisja współpracuje z czterema komisarzami. Między innymi do spraw konkurencji - tu wchodzi w grę sprawa naszych stoczni. Moja komisja zajmuje się też strefą euro, nadzorem bankowym - chciałbym zaangażować się w prace nad stworzeniem wspólnego, unijnego nadzoru bankowego.

W środę odbyło się pierwsze posiedzenie nowego Parlamentu Europejskiego. Eurodeputowani z okręgu lubusko-zachodniopomorskiego to Sławomir Nitras i Artur Zasada z PO, Marek Gróbarczyk z PiS i Bogusław Liberadzki z SLD. W tej kadencji każdy parlamentarzysta zarobi miesięcznie 7665 euro, czyli ok. 35 tys. zł. Dodatkowo Parlament Europejski daje pieniądze na utrzymanie biur poselskich w Brukseli oraz w kraju, a także środki na pensje dla pracowników tych biur - 4,2 tys. euro miesięcznie. Ale każdy poseł, który bez usprawiedliwienia opuści połowę posiedzeń Parlamentu Europejskiego w ciągu roku, dostaje połowę pieniędzy przeznaczonych na utrzymanie biur poselskich. W tych dniach decyduje się, w jakich komisjach będą pracować europosłowie.

Rozmowa ze Sławomirem Nitrasem

Adam Zadworny: Jak świętowaliście wybór Jerzego Buzka na szefa europarlamentu?

Sławomir Nitras: Jerzy Buzek zaprosił nas, eurodeputowanych z Platformy, na kolację. To było w centrum Strasburga. Nie pamiętam nazwy tej restauracji. Kuchnia lokalna. Gęsie wątróbki, białe wino. Wypiliśmy kilka toastów, a potem o północy wszyscy grzecznie poszliśmy spać.

Za co były te toasty?

- Za silną Polskę w Europie. Za Jerzego Buzka.

Mówił pan, że zamierza rozruszać europarlament. Co pan miał na myśli? Bo pan znany jest z niewyparzonego języka i związanych z tym sporów sądowych.

- W europarlamencie, w przeciwieństwie np. do naszego Sejmu, wszystko działa dosyć wolno. Ktoś na przykład wymyślił, że karty do głosowania powinny być włożone w koperty. Później, przy liczeniu głosów, samo wyjmowanie kart z kopert przeciąga wszystko o godzinę. Można by to zmienić. To miałem na myśli.

Eurodeputowani niemało zarabiają. Co pan będzie robił dla Polski i Europy za te pieniądze?

- Udało mi się dostać do prestiżowej komisji ECON [ekonomiczno-monetarnej - przyp. az]. Jedynym Polakiem w poprzedniej kadencji był tam Dariusz Rosati. Ta komisja współpracuje z czterema komisarzami. Między innymi do spraw konkurencji - tu wchodzi w grę sprawa naszych stoczni. Moja komisja zajmuje się też strefą euro, nadzorem bankowym - chciałbym zaangażować się w prace nad stworzeniem wspólnego, unijnego nadzoru bankowego. Bo teraz mamy do czynienia z sytuacją, że np. Polbank działa u nas na prawie greckim i nie ma gwarancji naszego rządu. Interesujący jest też obszar działalności komisji związany z walką z monopolami i zmowami cenowymi. Np. Niemcy skutecznie walczą z tym na rynku producentów cementu. A u nas te same firmy czują się jak pączki w maśle. To przykład pierwszy z brzegu. Ważnych spraw jest cała masa. Na pewno będę miał tu dużo pracy.

W czasie kampanii wyborczej wszyscy kandydaci mówili o pracy na rzecz regionu.

- Nie wyprowadzam się ze Szczecina. Tutaj mieszkam. Chyba nikt nie może mi zarzucić, że jestem niedostępny. Już po wyborze na eurodeputowanego kontaktowali się ze mną samorządowcy z konkretnymi problemami. Jestem otwarty na różne inicjatywy.

Ma pan opinię polityka nadzwyczaj ambitnego. Co byłoby dla pana ukoronowaniem kariery?

- Nie wiem, co by zaspokoiło moje ambicje. Nigdy nie planuję zajęcia konkretnych funkcji, stanowisk. Zobaczymy, co życie przyniesie - ja poddam się temu z uśmiechem na twarzy.

Źródło: Gazeta Wyborcza Szczecin